Pretekst: dwa obiegi jednego początku u Adama Asnyka
Słowo – kiedyś narzędzie wolności – coraz częściej staje się rytuałem. Powtarzamy je wierszem, hymnem, modlitwą, hasłem – tak długo, aż znika jego znaczenie. Rytm i dźwięk zastępują myśl. I wtedy słowo, choć brzmi pięknie, staje się tylko dźwiękiem po dawnym przesłaniu...
Póki w narodzie myśl swobody żyje, Wola i godność, i męstwo człowiecze, Póki sam w ręce nie odda się czyje I praw się swoich do życia nie zrzecze, To ani łańcuch, co mu ściska szyję, Ani utkwione w jego piersiach miecze, Ani go przemoc żadna nie zabije – I w noc dziejowej hańby nie zawlecze. Zginąć on może z własnej tylko ręki: Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha, Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki I to zwątpienie, co szepcze do ucha: Że jednym tylko lekarstwem na męki Jest dobrowolne samobójstwo ducha.
Póki w narodzie myśl swobody żyje, Wola, i godność, i męstwo, i siła, Póki sam w sobie winy nie poniży, Nie zginie. Zginąć on może z własnej tylko ręki, Gdy nie do prawdy, lecz do złudzeń dąży, Gdy dla swych wieszczów, dla swych mędrców głuchy, Zaginie. Zginąć on może, gdy w nim samym zginie Wolność sumienia, uczucie i cnota, Gdy fałsz zuchwały z prawdą się pogodzi — Zaginie. Ale dopóki wiara w sercach płonie I czucie siły w ludziach się nie ziści, Póki z narodu cześć, honor, ofiara — Nie zginie!
Słowo – kiedyś narzędzie wolności – coraz częściej staje się rytuałem. Powtarzamy je wierszem, hymnem, modlitwą, hasłem – tak długo, aż znika jego znaczenie. Rytm i dźwięk zastępują myśl. I wtedy słowo, choć brzmi pięknie, staje się tylko dźwiękiem po dawnym przesłaniu. „Łatwość recytacji” jest błogosławieństwem dla pamięci, lecz przekleństwem dla rozumu. Pozwala słowu przetrwać, ale odbiera mu kierunek. To, co miało prowadzić – zaczyna się powtarzać. To, co miało otwierać – zaczyna zamykać. Tak rodzi się zjawisko kulturowego znieczulenia sensu: słowa, które kiedyś wzywały do myślenia, dziś śpiewane są jak zaklęcia. Adam Asnyk wiedział, jak cienka jest granica między poezją a mantrą. Jego wers „Zginąć on może z własnej tylko ręki” nie był patriotycznym okrzykiem, lecz ostrzeżeniem: naród ginie nie wtedy, gdy traci wolność zewnętrzną, lecz wtedy, gdy przestaje myśleć. Kiedy zamiast refleksji pojawia się rytualne „Nie zginie!”, duch wolności ustępuje duchowi samozadowolenia. To zjawisko nie ogranicza się do literatury. W religii rytuał zastępuje wiarę. W polityce slogan zastępuje program. W edukacji test zastępuje rozumienie. W poezji – rym zastępuje sens. Wszędzie tam, gdzie człowiek woli powtórzyć niż zrozumieć, zaczyna się ciche samobójstwo ducha. Modlitwa bez wiary jest szczególnie bolesnym przykładem tego zjawiska. Człowiek staje przed Bogiem, ale nie po to, by się spotkać, lecz by zaliczyć obecność. Wypowiada wyuczone słowa jak wiersz recytowany z pamięci i czuje ulgę – spełnił obowiązek. W ten sposób zrywa prawdziwą więź, bo jego modlitwa nie jest już rozmową, lecz dźwiękiem; nie jest spotkaniem, lecz rytuałem zastępującym relację. To duchowe echo, które wraca do niego samego, nigdy nie sięgając Nieba. Tak wiara zmienia się w religię. „Wyłącz myślenie i módl się” – to ironiczne hasło naszych czasów. Bo myślenie bywa trudne, a modlitwa (czy raczej jej forma) łatwa i uspokajająca. Lecz kultura, która wybiera łatwość zamiast prawdy, przestaje być kulturą – staje się echem. A echo, choć brzmi czysto, zawsze powtarza czyjś głos, nigdy własny. / Tarnów, dn 2025-11-10. Tekst własny, redakcja AI/